czytelnia.mobiMobilna e‑czytelnia „e media”

Literatura zawsze pod ręką

Janusz GEMBALSKI: „Omen” — odcinek 12.


Janusz Gembalski: Omen

Była połowa października, gdy pewnego wieczoru zadzwonił telefon. Pani Krystyna powiedziała, że od wczoraj jest w domu i musi leżeć jeszcze dwa tygodnie. Potem wróci do szpitala, zrobią jej prześwietlenie i wyjmą z nogi dwa gwoździe. Za parę miesięcy będzie miała operację i wtedy wyciągną jakieś blachy. Gips ma na całej nodze, więc tylko kuśtyka o kulach. Jeżeli mam parę dni wolnych, to serdecznie zaprasza do siebie. Zapewnia wikt i opierunek, ma również nadzieję, że będziemy mieć czas na omówienie zakresu prac remontowych. Powinienem przywieźć podręczne przyrządy kreślarskie i coś do szkicowania.

Był czwartek. Umówiłem się, że przyjadę w poniedziałek. Pani Krystyna dokładnie wytłumaczyła mi, jak do niej trafić. W sumie ucieszyłem się. Miałem tamtego roku tak dużo drobnej, głupiej roboty, że nawet nie mogłem zaplanować żadnego wyjazdu wakacyjnego. Pociągał mnie nie tylko nowy, ciekawy temat, lecz także dość tajemnicza i atrakcyjna zleceniodawczyni.

Przepiękna pogoda i prawdziwa złota jesień zachęcały do jazdy. Miałem do przejechania około 200 km. Wyruszyłem o siódmej rano, aby spokojnie zajechać na miejsce koło dziesiątej. Kiedy minąłem Śląsk i dojechałem do miasteczka, w którym trzy tygodnie temu zaczęła się moja przygoda, postanowiłem odwiedzić komisariat. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że znajomi milicjanci już tam nie pracują. Wpadłem do motelu na kawę i od właścicielki dowiedziałem się, że dwa dni po wypadku zostali przeniesieni na drugi koniec kraju.

Ruszyłem i po przejechaniu dwóch kilometrów skręciłem w boczną, wąską, leśną drogę. Po kilku kilometrach ukazało się urocze jeziorko. Trzeba było jechać jego brzegiem, objechać je prawie dokoła, a potem znów pod kątem prostym skręcić w las. Zaraz za zakrętem znajdował się szlaban i napis „Teren rezerwatu — wstęp wzbroniony”. Podjechałem bliżej, podniosłem szlaban i nie zdążyłem wsiąść do auta, gdy jak spod ziemi przed maską samochodu wyrósł gajowy.

— Kurwa, dokąd?

— Do pani Krystyny.

— Dajcie dokumenty.

Podałem mu dowód, z którego powypisywał dane do notesu, oddał mi dokumenty i powiedział:

— Dobrze, że mnie uprzedzono, bo byście do dupy pojechali. No, jeszcze dwa kilometry i będziecie na miejscu.

Rzeczywiście po paru minutach moim oczom ukazała się ogromna polana, pośrodku której za murowanym ogrodzeniem stał stary, polski dwór z zabudowaniami. Przepiękna, kuta, dwuskrzydłowa brama, otwarta na oścież zapraszała do środka. Postawiłem auto na podjeździe, z którego szerokie schody prowadziły na ganek z czterema kamiennymi kolumnami, podpierającymi zadaszenie nad wejściem. Otwarły się drzwi i na ganek wyszła młodziutka pokojówka w czarnej, obcisłej sukience i przepisowym białym fartuszku. Za nią ukazał się drab ubrany także na czarno w wyprasowane na kant spodnie i, mimo ciepłego dnia, w gruby, wełniany sweter z golfem. Dziewczyna poprosiła, żebym poszedł za nią, a drab bez słowa zabrał moją torbę podróżną i weszliśmy do obszernej sieni. Zaprowadzono mnie do pokoju w prawym skrzydle. Pokojówka pokazała mi łazieneczkę, ubikację oraz przycisk dzwonka, który mam nacisnąć, gdy będę gotowy do śniadania.

Z przyjemnością wziąłem prysznic, przebrałem się w czarne dżinsy, jasną, sportową koszulę w kratkę i zadzwoniłem po służbę. Dziewczyna zjawiła się tak szybko, jakby stała pod drzwiami i zaprowadziła mnie do jadalni.

Jadalnia była duża. Stał w niej stół na dwanaście osób, dwie duże, rzeźbione komody, a ściany były gęsto obwieszone dziewiętnastowiecznymi obrazami. Na prawej stronie stołu przygotowano nakrycie do wystawnego obiadu. Gdy usiadłem, pokojówka zaczęła wnosić półmiski, których zawartością można było nakarmić sporą wycieczkę. Widocznie gospodyni nie znając moich kulinarnych gustów, postanowiła je sprawdzić. Były dania zarówno jarskie, jak i doskonałe, swojskie wędliny, sery i ryby. Pokojówka miała na imię Hania i prosiła, bym tak ją nazywał. Poinformowała, że mam do wyboru dania gorące: jajecznicę na szynce, pstrąga z rusztu, parówki, jajka na miękko, a z napojów mleko, kawę z mlekiem lub czarną, ewentualnie herbatę. Poza tym może być śledzik i wódeczka lub francuskie sery i wino. Mogę jeść spokojnie i nie spieszyć się — pani Krystyna zjawi się przy kawie i deserze.

W tamtych czasach takie jedzenie można było zobaczyć jedynie na jakimś zagranicznym filmie lub raz do roku na świątecznym stole. Jeżeli śniadanie było tak bogate, to powinienem zostawić sobie miejsce na obiad. Wybrałem jajecznicę z chrupiącymi bułeczkami i doskonałym, wiejskim masłem oraz zimne mleko. Gdy zjadłem, Hania natychmiast sprzątnęła ze stołu i postawiła na nim piękny, stary, porcelanowy serwis do kawy.

— Proszę chwilkę poczekać na kawę, bo idę pomóc Pani.

Po paru minutach Hania wtoczyła wózek inwalidzki, na którym siedziała Krystyna. Wózek miał specjalną podpórkę na wyciągniętą, usztywnioną gipsem nogę. Gospodyni mimo czasowego kalectwa wyglądała niezwykle atrakcyjnie i pociągająco. Miała doskonale ostrzyżone włosy, ufarbowane na kasztanowo, lekki, delikatny makijaż i dość agresywnie pomalowane usta. Sweterek koloru écru ze sporym dekoltem eksponował jej biust. Reszta była przykryta wełnianym pledem w szkocką kratę, spod którego wystawała gipsowa noga.

— Cieszę się, że znów cię widzę i na szczęście w trochę milszych okolicznościach niż poprzednim razem. Na początek proponuję, abyśmy przeszli na „ty”.

Piliśmy kawę i jedli świetny, domowy jabłecznik. Najpierw musiałem ze wszystkimi detalami opowiedzieć całą historię wypadku począwszy od momentu, w którym zauważyłem jej tańczący na drodze samochód, poprzez przesłuchania, nocleg w motelu aż do mojej rozmowy ze smutnymi panami. Na końcu powiedziałem:

— Mam nadzieję, że wyjaśnisz mi parę spraw związanych z twoją osobą, bo chyba nieczęsto się zdarza tak duże zainteresowanie tajniaków wypadkiem i próba zatuszowania go.

Wspomniałem również, że pracownicy SB obiecali mi pomoc w uzyskaniu paszportu, gdybym chciał wyjechać za granicę. Przy okazji opowiedziałem o mojej przygodzie sprzed lat i pobycie w kryminale.

— Wszystko ci wyjaśnię, ale mam nadzieję, że posiedzisz u mnie kilka dni i będziemy mieli na to mnóstwo czasu.

Teraz opowiedziała o swojej złamanej nodze. Dobrze, że zawieziono ją do kliniki, bo od razu znalazła się na stole operacyjnym. Kość podudzia była fatalnie złamana i rozszczepiła się. Poza tym jakaś kostna drzazga wbiła się w mięsień. Nie wiadomo jaki będzie efekt końcowy tej operacji. Krystyna miała możliwość wyboru między kliniką w Moskwie a kliniką rządową, jednak większe zaufanie miała do chirurgów krajowych. Po chwili zadzwoniła po Hanię i kazała jej oprowadzić mnie po domostwie i zabudowaniach gospodarczych.

— Jeżeli mamy rozmawiać o moich planach przebudowy, to najpierw musisz się zapoznać z domostwem. Spotkamy się o czwartej na obiedzie.

Cały dwór był w bardzo dobrym stanie. Widać, że remont przeprowadzono pod ścisłym nadzorem konserwatorskim. Miałem niewielkie zastrzeżenia do umeblowania oraz doboru obrazów i rzeźb, gdyż wyglądały na przypadkowe egzemplarze kupowane hurtem w DESIE, natomiast budynkami gospodarczymi byłem zachwycony. Miałem tam duże pole do popisu. Jednak wszystko zależało od programu i życzeń Krystyny, a o tym planowaliśmy rozmawiać dopiero po obiedzie. Miałem wolną godzinkę, więc uciąłem sobie małą drzemkę.

Zasnąłem natychmiast i śniły mi się jakieś koszmary. Karłowaty gnom gonił mnie mrocznymi, piwnicznymi korytarzami. Co chwilę mijałem boczne odnogi ze schodami prowadzącymi w górę, ale kiedy próbowałem się nimi wydostać, na szczycie schodów ukazywał się prześladujący mnie gnom w czarnej szacie. W ręku trzymał kuszę skierowaną w moją stronę. Biegłem więc dalej, a korytarze były coraz węższe i ciemniejsze. W końcu ukazała się przede mną ściana z cegieł, ale gdy jej dotknąłem poczułem, że mur ma świeżą zaprawę. Zacząłem ją wydłubywać palcami spomiędzy cegieł. Kilka z nich udało mi się wyjąć, a wtedy przez dziurę ujrzałem łąkę w czerwonych i żółtych kwiatach. Chciałem przecisnąć się przez otwór, lecz gnom krzyknął coś do mnie, a gdy się odwróciłem, wypuścił z kuszy pierwszą strzałę. Czułem jak bełty przechodzą przez moje ciało na wylot i uderzają w ścianę rozbijając ją. Odwróciłem się i chciałem wybiec na łąkę, ale upadłem na resztki muru i zawisłem na nich ze świadomością, że umarłem. W tym momencie obudziła mnie Hania.

— Nie mogłam pana dobudzić. Strasznie pan krzyczał, a ja szarpię pana za ramię już dobrą chwilę. Proszę wstawać. Za kilka minut obiad.

Przeważnie nie pamiętam snów, lecz ten wyjątkowo utkwił mi w pamięci, gdyż z pewnymi modyfikacjami powtórzył się jeszcze kilka razy w moim życiu.

Wszedłem do łazienki, obmyłem twarz zimną wodą, spryskałem się wodą kolońską, zmieniłem koszulę i poszedłem do jadalni.

 

* * *

O dalszych losach bohaterów oraz o przepowiedni, przed którą nie można uciec dowiecie się Państwo już z wydania książkowego powieści „Omen”.

II wydanie książki jest dostępne w księgarni internetowej Wydawnictwa "e media"