czytelnia.mobiMobilna e‑czytelnia „e media”

Literatura zawsze pod ręką

Ewa Cielesz: z cyklu „Pani Radość” — Nowy


Nowy

Niedaleko wielkiego miasta przycupnęło nad rzeką nieduże osiedle kolorowych domków. Od północnej strony otulał je sosnowy las. W jednym z domków, pod samą ścianą drzew zamieszkała sympatyczna rodzina złożona z mamy, taty, Kubusia i Matyldy. Ach, i jeszcze z wesołego kotka Gacka.

Codziennie rano tatuś wyprowadzał z garażu wysłużony samochód i rozwoził całą rodzinkę: Matyldę do przedszkola, mamę do biura a Kubusia do szkoły. Sam jeździł do dużej firmy produkującej gwoździe. Wieczorami zaś wszyscy spotykali się w ciepłej, przytulnej jadalni na wspólnej kolacji.

To była jedyna chwila w ciągu dnia, kiedy każdy mógł opowiedzieć, jak minął dzień.

— Dzisiaj w przedszkolu była przypalona zupa — powiedziała Matylda. — Nikt nie jadł — dodała z satysfakcją.

— Ciekawe, za co każą nam tyle płacić — mruknął tata.

— Na pewno byłaś głodna — zatroszczyła się mama.

— A u nas w pracy znowu zrobili szkolenie — zmarszczył czoło tata. — Wszyscy odeszli od maszyn i produkcja stanęła. I jak w tej firmie ma być dobrze?

— Na pewno potrącą wszystkim z pensji — zatroszczyła się mama ponownie.

Kuba siedział milczący, machając pod stołem nogami i widelcem rozchlapując resztkę sałatki.

— Przestań stukać! Mało mam hałasu w pracy? — zdenerwował się tata.

— Poplamisz obrus — zatroszczyła się po raz kolejny mama.

Kuba przestał stukać i chlapać, a nawet machać nogami.

— Lepiej powiedz, co tam w szkole — zainteresował się tata.

— Do naszej klasy przyszedł nowy chłopak.

— Fajny? — zadał rzeczowe pytanie tata.

— Chłopaki się z niego śmieją.

— Dlaczego?

— Bo on się jąka! Tak śmiesznie mówi: „M-m-maciek”. Albo: „P-p-proszę p-p-pani”.

— Mam nadzieję, że ty się nie śmiejesz — zaniepokoiła się mama.

Kuba milczał. Za to wprawił ponownie w ruch nogi pod stołem.

— No? — spojrzał pytająco tata.

— A u nas w przedszkolu Basia też się jąka! — zawołała Matylda. — Ale nikt się z niej nie śmieje. Tylko wszyscy ją lubią.

— A ty nie mógłbyś się zaprzyjaźnić z tym Maćkiem? Na pewno poczułby się pewniej. Może nawet mniej by się jąkał — zaproponował tato.

— Nie… — Kuba się wykrzywił. — Zresztą mam już przyjaciela.

W sobotę od rana do sąsiedniego domu ktoś się wprowadzał. Wielka ciężarówka przywiozła meble i kwiaty, i wszystko, co stało dotąd w jakimś innym domu. Kuba ciekawie przyglądał się zza płotu. Wokół ciężarówki wciąż uwijali się jacyś ludzie a wśród nich siwa pani i całkiem siwy pan.

— Hej! — zawołał pan, kiwając ręką w kierunku Kuby. — Może chciałbyś nam pomóc?

Kuba chciał. Bardzo.

Po chwili z zapałem wnosił do domu różne drobiazgi. Kwiaty i obrazy, krzesła i jakieś pudła. Kiedy ciężarówka odjechała, przyszła mama Kuby i zaproponowała nowym sąsiadom herbatę. W ogrodzie było przyjemnie, a herbata działała krzepiąco.

— Mój mąż jest muzykiem. Skrzypkiem — opowiadała starsza pani. — A w wolnej chwili komponuje muzykę. A ja jestem psychologiem. — Ciepło uśmiechnęła się do Kuby. — Podoba mi się twoja bezinteresowna pomoc — powiedziała.

— Czy pani poznała swojego męża na koncercie? — zaciekawiła się Matylda.

— O nie! — odparła rozbawiona. — Znamy się jeszcze ze szkoły. Ryszard był bardzo zamknięty w sobie. A mnie, jako przyszłą psycholog, bardzo pociągały takie przypadki. Prawie się nie odzywał, uciekał w muzykę. A ja się uparłam, żeby mu pomóc. No i zostałam jego żoną. Teraz straszliwa z niego gaduła.

— A dlaczego wtedy się nie odzywał? — dociekała Matylda.

— Ach, on przeraźliwie się jąkał! — wykrzyknęła. — Ale wystarczyła moja serdeczność i cierpliwość, żeby wszystko się zmieniło. Nawet nie musiał chodzić do logopedy.

Starszy pan pochylił się nad dłonią żony.

— I zawsze będę cię za to kochał — powiedział.

Mama zerknęła na Kubę. Siedział skupiony, jakby właśnie coś sobie postanawiał.