czytelnia.mobiMobilna e‑czytelnia „e media”

Literatura zawsze pod ręką

Janusz Wszytko: „Kręte ścieżki życia. Fragmenty większej całości” — odcinek 9.


Robertas i Mantodea z nad morza

To było jeszcze przed Nes. Mantodea napisała do niego przez Internet, że zaprasza nad morze, a ponieważ Bałtyku nie widział od wielu lat, pojechał.

 

Czarnowłosej Jadrance, nawet najbardziej nieprzychylny obserwator nie dałby więcej niż czterdzieści parę lat. Wyrafinowana inteligencja, subtelny smak oraz codzienne sauny i ćwiczenia jogi sprawiały, że nie było mężczyzny, który by się za nią nie obejrzał.

Przekonał się o tym sam spacerując z nią gdyńskim deptakiem. Była świadoma swojej klasy i najbardziej cieszyły ją spojrzenia dojrzałych koneserów oraz młodych, muskularnych, opalonych dwudziestolatków. Seks był dla niej, przedłużeniem dalszych zajęć fitnnes.

Włóczyli się nadmorskimi plażami… Słuchał opowieści o jadrankowej miłości do Chorwacji…

 

Właściwie nie było miejsca na chorwackim wybrzeżu, którego by nie odwiedziła, a że chorwaccy mężczyźni, w większości właściciele

pięknie położonych ośrodków wypoczynkowych, bardzo jej się podobali, sypiała z nimi bez żadnych oporów. I tak budowała swoja przyszłą potęgę agenta turystyki zagranicznej…

Kochała więc Chorwatów, chorwackie morze, słońce, do którego wystawiała swoje nagie ciało, bo idea naturyzmu była jej bardzo bliska, i – jak powiada – urzekła Ją atmosfera miejscowych kafejek.

Od swoich chorwackich przyjaciół nauczyła się też cenić czas. Właśnie tam wyzbyła się pośpiechu towarzyszącego jej życiu w nadbałtyckiej Gdyni.

Na tej miłości do Chorwacji wyrosła jej niemała fortunka, do której zresztą doszła, delikatnie mówiąc, nie do końca, zgodnie z prawem, bo mając za nic podatkowe przepisy, pracowała w tak zwanej szarej strefie.

Otworzyła własne internetowe biuro turystyczne, w którym sprzedawała miejsca w ośrodkach swoich chorwackich mężczyzn, a że kraj ten cieszy się sporym wzięciem u polskich turystów pieniądze płyną szerokim strumieniem na konta Jadranki.

 

Zresztą Internet stał się dla Jadranki nie tylko miejscem zarobku ale również „siecią”, w którą wpadali, co bardziej interesujący mężczyźni. Dlatego nazwał Jadrankę Modliszką – mantodeą, która po udanym polowaniu na mężczyznę potrafi go zjeść psychicznie…

 

 

Polonistka po Jagiellonce stosowała proste chwyty socjotechniczne ubrane w poetykę, pięknych wierszy Rafała Wojaczka, pisząc je nowopoznanym Internetowym kochankom.

 

 

Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej

Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam

I najcieńsze wspomnienie sukienki też zmyłam

I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej

Na pewno mieć nie mogłeś zobaczyć, zrób coś, bym uwierzyła

 

Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej

Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś

Że nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś

I choć nie wierzę, by mógł być ktoś bardziej otwarty

Dla Ciebie niż, ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz…

X X X

Piękny erotyk, który również i na nim robi zawsze wrażenie, tyle że Wojaczka lubi, zna i ceni, jak ceni sobie wysublimowany smak literacki Jadranki z UJ.

Nic dziwnego, że mężczyźni z portali internetowych łatwo wpadali w jej sidła. Szybko przejrzał jej grę i na szczęście dla niego zostali tylko przyjaciółmi.

Początkowo złościła się na taką charakterystykę jej osobowości, ale później jej przeszło…

Powiadają, że przysłowia są mądrością narodu, a jednym z nich jest przypowieść o wilku, który nosił razy kilka, aż nie ponieśli i jego. Siedzi więc i słucha zwierzeń Jadranki.

 

Na drodze Modliszki stanął Robertas, ponoć mężczyzna jej życia. Ale o czym mógł się przekonać niebezpieczny chyba schizofrenik… Robertas.

Starszy od Modliszki o jakieś dziesięć lat, przystojny sześćdziesięciolatek, mający ponoć kontakty ubekami, jak Jadrance mówili znajomi.

Pewnie z tamtego okresu – zastanawia się Jadranka – ma pistolet, a może sobie kupił później ?, był dziennikarzem jakiejś trójmiejskiej gazety. Ostatnio otworzył własną stronę internetową, w której prezentował problemy samotnych kobiet i tam właśnie poznała go Jadranka…

 

 

Pisał płomienne listy, wyznawał wszem i wobec, że jest miłością jego życia. I tym ją zdobył.

 

Modliszka opowiada, że ze zdobywczyni zamieniła się w ofiarę.

W łóżku był znakomitym kochankiem ale poza nim okropnym człowiekiem. Zamiast ja jego, jeśli to prawda, że tak postępuję z mężczyznami, to on mnie pozbawia osobowości – mówi cichym głosem. Gdybyś nie był przyjacielem pewnie bym ci tego wszystkiego nie opowiadała… 

Piekielnie zazdrosny, o Ciebie, o innych, z którymi utrzymuję, właściwie utrzymywałam kontakty, bo wszystkich mi zabronił…

 

Świetnie zna się na Internecie. Dotarł do korespondencji, jaką prowadziliśmy swego czasu, i podczas jednej z kłótni rzucił Jej pod nogi wydruki ich dialogów. Docierał do nich, jakimiś drogami przez Kajmany.

Jadranka – dokładnie nie wie, bo nie chciał Jej powiedzieć, ale fakt faktem, że dostał się do jego komputera, jak dotarł i do komputera Jej przyjaciela ze Stanów.

W bladej furii wyciągnął pistolet, groził, że zabije mnie, Ciebie, a nawet pojedzie do Ameryki, aby zemścić się…

Przyznaję, że byłam zielona ze strachu. Teraz korzystam, że wyjechał na kilka dni i dlatego zaprosiłam Cię, bo muszę ten lęk wreszcie wyrzucić z siebie.

 

Modliszka parę razy próbowała się uwolnić od Robertasa. Zabrała kochankowi klucze od swojego mieszkania i czmychnęła do ukochanej Chorwacji, gdzie na wszelki wypadek schowała się na jednej z wysepek.

Chorwackim przyjaciołom nakazała trzymać buzie na kłódkę w obawie przed wizytą intruza.

Ale na szczęście nie przyjechał. Kiedy wróciła szczęśliwa, odprężona, wrócił i … on. Przez czas, kiedy Jadranki nie było Robertas mieszkał w domu swojej żony, z którą rozwodzi się już jedenasty rok, zresztą z jej pozwu.

 

Słuchając Modliszki nie mogłem powstrzymać się od złośliwej refleksji. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka – pomyślałem, ale właściwie było mi jej żal, bo choć nadal oglądali się za nią mężczyźni, przy tej spowiedzi zawiedzionej w nadziejach kobiety, w niczym nie przypominała Klaudii Shifer po liftingu, jaką znał.

 

 

Zadzwonił do niej niedawno licząc, że będzie sama, bo ponoć znowu wyrzuciła Robertasa z domu, o czym informowała go wcześniej radosnym tonem. Od razu wyczuł, że kochanek powrócił i tym razem nie było mu jej żal.

Widać taki już los Modliszek, że muszą sobie znaleźć swojego Modliszka.

Kto, z tej życiowej bitwy wyjdzie zwycięsko pokaże czas.

Dobrze iż – został tylko przyjacielem Mantode`y – Kobiety z nad morza…

cdn.