niedziela, 6.4.2025
sprawdź, czyje dziś imieniny
Pięć dni później był w połowie drogi do zamku Canelion. Poprzedniego dnia wjechał do rzadkiego lasu, który gęstnieć będzie w miarę posuwania się na południe. Lanese nie dogonił, a po ostatnich opadach śniegu zgubił jej ślad. Akurat zatrzymał się na nocleg. Nakarmione psy wygrzebywały jamki i układały się do snu. Kończył rozkładać namiot, kiedy usłyszał skrzypienie śniegu. Odwrócił się i zobaczył sanie ciągnięte przez jednego rena. Na drugim, idącym obok zwierzęciu siedziała niewysoka, zakapturzona postać. Psy Arnoku popodnosiły łby i nieprzyjemnie popatrzyły na roślinożerców. Od kiedy ich pan uznał, że ma wystarczająco dużo skór i zaprzestał polowań, nie jadły świeżego mięsa tylko suszoną rybę.
— Spokój! Leżeć! — huknął na nie Arnoku.
— Błogosławieństwo bogów jasności wam panie — przywitał się nieznajomy.
— I łask wszelkich ich poddanym — uprzejmie odpowiedział Arnoku.
Myśliwy miał miecz w zasięgu ręki, choć przybyły nie okazywał wrogich zamiarów. Patrzył ciekawie na przybysza, ale nie mógł dostrzec jego twarzy, skrytej w cieniu szerokiego, głębokiego kaptura. Nieznajomy zeskoczył z grzbietu rena i skłonił się dystyngowanie.
— Czy wielką dla was niedogodnością będzie, jeżeli zanocuję obok was? — zapytał.
— Nie… jeżeli nie będziecie tacy tajemniczy.
Nieznajomy ściągnął kaptur i spod okrycia ukazała się twarz elfa. Arnoku parę razy w życiu widział elfy, więc nie był zdziwiony widokiem kolejnego przedstawiciela tej szlachetnej rasy.
— Zwą mnie Ingard z rodu Igeronda, pochodzę z Ziem Północy z kraju Ornho. A wy panie?
— Arnoku Cronate. Pochodzę z Danelu, z hrabstwa Khor. Szlachetnie urodzony, ostatni syn barona.
— Rozumiem — pokiwał głową Ingrad.
Psy Arnoku powarkiwały na reny i nerwowo oblizywały wargi. Elf uspokoił je gestem, jednocześnie wypowiadając słowa zaklęcia. Zwierzęta natychmiast wygrzebały sobie jamki, a reny elfa odrzucając rogami śnieg i grzebiąc racicami, odsłaniały pożywny dla nich mech i porosty, które pieczołowicie szczypały. Arnoku spostrzegł, że były mocniej wychudzone niż inne reny o tej porze roku. Elf zauważył krytyczne spojrzenia Arnoku.
— Mają za sobą długą drogę — wyjaśnił ustawiając swój niewielki namiot. — Jak tylko zakończę swoje zadanie dostaną długi, w pełni zasłużony wypoczynek.
Nie musiał tłumaczyć swego postępowania, sprawy elfa nie były rzeczą Arnoku. Ingard przygotował sobie posłanie i opodal Arnoku, na zewnątrz rozścielił wilczą skórę, na której usiadł. Arnoku krzesiwem zapalił knot w kudliku i przypiekał na nim dwa kawałki mięsa. Były jeszcze na pół surowe, kiedy podał jeden z nich Ingardowi. Poczęstowany podziękował skinieniem głowy.
— Muszę przyznać — zaczął elf — że nie przypadkowo się tu znalazłem.
Arnoku badawczo spojrzał na swego gościa, wspominając jednocześnie leżący tuż pod ręką miecz. Ale siedzący na przeciwko elf nie wykonywał żadnych podejrzanych ruchów ani nie okazywał wrogości, spokojnie jedząc swoją porcję. Odegnał od siebie złe myśli. Elfy nie były rzezimieszkami, jak tylko mogły, unikały przemocy i dobywały broni wyłącznie w razie konieczności. On sumienie miał czyste, nie wkroczył podczas polowań na terytorium elfów, więc mógł być spokojny. Skarcił też siebie w myślach — elfy jako doskonalsze istoty miały umiejętność wyczuwania nastrojów, a nawet słyszenia myśli ludzi. Być może Ingard słyszał Arnoku. Jeżeli nawet tak było, nie dał tego po sobie poznać.
Ingard tylko poprawił się na swojej skórze.
— Potrzebuję informacji, której ty panie możesz mi udzielić.
Arnoku przestał jeść.
— …?
— Dokąd pojechała Lanese, kobieta z którą przez moment podróżowaliście?
— Po co wam to wiedzieć? — mężczyzna był nieufny.
— Poszukuję jej już od dłuższego czasu.
Arnoku wahał się przez moment, czy wyjawić to, co wiedział. Nie znał powodów pościgu elfa za kobietą. Nie sądził, by wynikały one z niesłusznych motywów, gdyż elfy rzadko wtrącały się w sprawy ludzi i tylko gdy miały ku temu ważne powody, ale nie znał też prawdy Lanese.
— Czego od niej chcesz elfie? — spytał mało uprzejmie.
— Nie zastanowiło was panie, co samotna kobieta robi sama na tych terenach? — Ingrad odpowiedział pytaniem na pytanie.
Spojrzał w oczy elfa, chcąc odgadnąć do czego dąży, jednak twarz gościa pozostała kamiennie spokojna.
— Była tu z bratem i mężem na polowaniu, ale wilki zabiły jej rodzinę.
Elf bardzo delikatnie uśmiechnął się, ale nie był to śmiech zadowolenia, raczej zaprawiony gorzką nutą smutku.
— Więc taką opowiastką cię uraczyła… Wilki ośmielają się atakować ludzi tylko, gdy są w dużej grupie i gdy w okolicy nie ma innej zwierzyny do zabicia, wówczas głód popycha je do szukania… innego pożywienia. W tym roku zwierzyny nie brakowało. Dziwnym zatem wydaje mi się to zachowanie wilków.
Arnoku z niezrozumieniem, ale z ukłuciem chłodu w sercu wyczekująco spojrzał na Ingrada.
— Lanese jest bardzo niebezpieczną morderczynią. Widziałem jej dwie ostatnie ofiary, rzekomego męża i brata. I z całą pewnością mogę ci powiedzieć, że obaj nie zginęli od wilczych kłów.
Arnoku był zaskoczony. Powoli docierało do niego, z kim miał do czynienia tamtej nocy, choć nie chciał tego zaakceptować. Poczuł skurcz w żołądku. Czyżby kobieta zamordowała swoją rodzinę? Czy nie kochała męża? Być może została przymuszona do tego małżeństwa. Nie odgadnie teraz powodu jej postępowania.
— Więc, czy teraz panie zechcesz powiedzieć mi dokąd się udała Lanese?
— Yntar, twierdza Jegres.
Igrad przez moment zastanawiał się.
— Podążasz za nią panie? — spytał go elf.
— Miałem taki zamiar — Arnoku przyznał z wahaniem. — Jesteś panie przedstawicielem prawa?
— Tępicielem.
— Tępiciel ściga morderczynię?
Elf zorientował się, że myśliwy nie do końca pojął sens jego wcześniejszych słów.
— Wyjaśnię wam wszystko od początku. Półtora roku temu dowiedziałem się, że na Ziemiach Północy grasuje wampir. Nie jeden zresztą, ale ten, którego ścigałem już wcześniej, a którego ślad zgubiłem, tropiony był również przez kilkunastu tępicieli, ale wymykał im się, bądź, odsyłał ich do bogów. Nim przybyłem w tamte okolice zdążył już zamordować kilkanaście osób, między innymi córkę księcia Togoma. Po tym zniknął, a tępiciele ponownie stracili jego ślad — swoją drogą niespecjalnie się trudzili, by go odzyskać, tutejszy klimat nie bardzo im odpowiadał. Panowie lokalnych ziem niezbyt chętnie chcieli płacić za ubicie bestii, która żywiła się jakimiś nieznanymi im przybyszami. Nie obawiali się nadmiernie, że zła fama odstraszy myśliwych i poszukiwaczy złota — te namiętności ludzkie zawsze były silniejsze od strachu przed ciemnością. Dlatego jak na razie ja ścigam tego wampira. Ciągle jestem o krok za nim i odnajduję jedynie jego ofiary. Trzy z nich musiałem zakołkować. Następnego dnia po twym wyjeździe stary Potron znalazł swego psiarczyka. I on skończył z kołkiem w sercu.
— Chcesz mi panie powiedzieć, że Lanese jest wampirzycą?
Ingrad tylko skinął głową.
— To niemożliwe. Wampiry nie mogą chodzić po Naorze za dnia.
— Niewiele wiesz panie o istotach złej przemiany, myślisz jak zabobonni wieśniacy. Lanese jest bestią świadomą i dzięki magii wyzwoloną od pewnych ograniczeń, które równowaga mocy narzuca zdecydowanej większości dzieci zła. Niewiele jest świadomych potworów, potrafią się świetnie maskować i dlatego pospólstwo nic o nich nie wie.
Arnoku milczał, raz po raz wzdrygając się na myśl, że jeszcze niedawno trzymał w swych ramionach bestię.
— Dlaczego mnie nie ugryzła?
Elf w niepewności delikatnie wzruszył ramionami.
— Przypuszczam, że chciała, byście stanowili dla niej osłonę. Fakt, że nie zamordowała swojego… partnera miał być dla mnie i dla innych zasłoną podkreślającą jej przeciętność jako człowieka. Natomiast podejrzenia o zamordowanie psiarczyka miały spaść na kogoś innego.
Arnoku zastanawiał się nad słowami elfa.
— Kiedy spotkałem ją po raz pierwszy moje psy były spokojne — głośno wypowiedział swoje myśli — może to jednak nie Lanese?
— Miała medalion — wyjaśnił elf.
— Jaki medalion?
— Medalion Senuda, zwany przez ludzkich tępicieli Medalionem Dnia.
— …? — Arnoku pytająco uniósł brwi.
Ingard nie spoglądał na niego, ale wyczuł pytanie. Sam czujnie rozglądał się po okolicy.
— Wampiry czerpią swoją moc z Luenosa, a księżyc nie świeci swym światłem, tylko odbija światło słońca. By chodzić za dnia, wampiry potrzebują takiego światła, które ukryte jest w Medalionach Senuda. Medaliony kryją również prawdziwą naturę potworów, sprawiając, że ich zła moc nie jest niewyczuwalna dla istot żywych. Tylko istoty obdarzone dużą mocą mogą wyczuć tak ukrytego potwora.
— Doskonały wykład!
Oboje drgnęli na dźwięk jej głosu. Stała z boku oddalona zaledwie o kilka kroków i wpatrywała się w nich nienaturalnie rozszerzonymi i błyszczącymi oczyma. Psy pokuliły się, a ich początkowe skomlenie przeszło w warczenie. Reny elfa pozadzierały łby, potrząsały nimi i fuczały ostrzegawczo. Musiała ulec częściowej przemianie i zwierzęta wyczuły jej naturę.
c.d.n.