czwartek, 3.4.2025
sprawdź, czyje dziś imieniny
Daleko stąd — ale nie tak daleko, abyście tam nie dojechali, dawno temu — ale nie tak dawno, abyście tej historii nie mogli usłyszeć, był sobie las zwany Krainą Złotych Dębów. Panował w nim niezwykły ład i harmonia, a mieszkańcami były oczywiście dęby. Uważały one, że są najpotężniejsze, najsilniejsze i najmądrzejsze na świecie, a las należy tylko do nich i żadne inne drzewo nie miało prawa zasiedlić się na tym terenie. Panowały tam bowiem surowe zasady i każdy z mieszkańców zobowiązany był ich przestrzegać. Ptaki, które tam mieszkały musiały mieć stosowne pozwolenie, a wszelkie rośliny kwitły tak, jak zezwalał im odpowiedni przepis. Wszystkim zarządzała Rada Starszych, w której skład wchodziły najbardziej doświadczone dęby. Pozostałe drzewa podporządkowały się decyzjom Rady, ponieważ ta twierdziła, że inaczej społeczność dębów nie przetrwałaby tak długiego okresu w dziejach Ziemi. Tkwiło w tym stwierdzeniu wiele prawdy, ponieważ Kraina Złotych Dębów liczyła sobie grubo ponad trzy tysiąclecia.
Wszystko przebiegało bez zakłóceń, aż pewnego razu na środku słonecznej polany wyrosło drzewko, które w niczym nie przypominało mieszkańców dębowej społeczności. Gałązki miało delikatne, jasnozielone. Drżało na każdy, najmniejszy nawet, podmuch wiatru i wystawiało cienkie listki ku promieniom słońca. Na początku nikt — o dziwo — nie zwrócił na nie uwagi. Jedynie młody, strzelisty dąb spoglądał nań z wysoka nie mogąc się nadziwić i napatrzeć.
— Kim jesteś? — pewnego razu zwrócił się do drzewka z pytaniem.
— Nie wiem… A kim powinnam być? — odparło drzewko zakłopotane.
— Nie jesteś dębem, jak my wszyscy, więc kim? Nasze gałęzie są twarde i silne, a twoje wiotkie i delikatne. Spójrz na nasze liście! Są kształtne i duże, a tymczasem twoje listki są cieniutkie i wydłużone. Nasze konary są szerokie, otulone korą. A twoje? Nie jesteś jednym z nas! Ale jesteś piękna! Inna niż my wszyscy!
Wierzba nie wiedziała, że jest wierzbą, ponieważ przez przypadek wyrosła w tym miejscu, ale bardzo pragnęła być dębem. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc rosła i piękniała. W krainie dębów zawrzało.
— Kto to jest?
— Skąd się tu wzięła?
— To jakaś przybłęda! A może szpieg?
— Trzeba coś z tym zrobić!
Tymczasem młody dąb pokochał wierzbę i każdego ranka zapewniał ją o tym:
— Nie wiem, kim jesteś, ale chcę spędzić przy tobie resztę życia. Chcę cię ochraniać przed wiatrem, zasłaniać przed nadmiernym słońcem i słuchać szumu twoich gałęzi.
— Ach, dębie! — odpowiadała wierzba. — Będę zaszczycona móc cieszyć się twoim towarzystwem. Nigdy nie sądziłam, że spotka mnie kiedyś takie szczęście i wyróżnienie.
Takie i inne rozmowy przeprowadzali szeptem dzień w dzień, aż pewnego razu przyleciał drozd, który przyniósł najświeższe, aczkolwiek nie najlepsze wiadomości.
— Rada Starszych postanowiła cię wykluczyć z tej społeczności! Będziesz musiała odejść! — zwrócił się do wierzby.
— Jak to? — zawołała przerażona. — To niemożliwe! Dokąd miałabym pójść?
— Nie martw się! Nigdy na to nie pozwolę! Jeszcze dziś udam się na rozmowę z Radą i wstawię się za tobą! Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz! — powiedział młody dąb.
Wierzba zapłakała nad swoim losem i opuściła gałązki, które opadły aż do ziemi.
— Nie płacz, moja miła! Jeśli się nie zgodzą, pójdę z tobą w świat! Nie zostawię cię samej! — dodał.
Następnego dnia znów przyleciał drozd i obwieścił:
— Nie zgodzili się! Nie zgodzili się! Będziesz musiała odejść!
Młody dąb zwiesił ze smutkiem gałęzie i potwierdził:
— Tak. To prawda! Nie wyrazili zgody. Powiedzieli nawet, że jeśli zostaniesz, zasłonią ci dostęp do słońca i odetną kontakt z wodą.
— To straszne! — przeraziła się wierzba. — Bez wody i słońca umrę… Muszę więc iść… Tylko dokąd?
Dalsze losy bohaterów baśni poznasz z książki, która niebawem ukaże się drukiem.