czytelnia.mobiMobilna e‑czytelnia „e media”

Literatura zawsze pod ręką

Justyna JENDZIO: „Druga żona” — odcinek 13.


Wieść, że sam syn bogów przybędzie, lotem błyskawicy obiegła miasto. Ludzie porzucili swoje zajęcia i pospieszyli nad brzeg rzeki, by powitać swego króla i jego małżonkę. Ogromny tłum ciągnął się wzdłuż brzegu świętego Raalu. Tysiące oczu pragnęło ujrzeć sylwetkę pana życia i śmierci, którego moc sprawiała, że wody rzeki dawały jedzenie i szczęście ludowi Engaris. Na portowym nabrzeżu portowym zgromadzili się dostojnicy miasta i kapłani. Wszyscy, w oficjalnym orszaku zajmowali ściśle wyznaczone protokołem miejsca. Namefer stała po lewej stronie swojego małżonka. Safeje, jako ważniejsza – po prawej. Nie była zachwycona bliską obecnością drugiej żony, która jej zdaniem została za bardzo wysunięta przed inne osobistości nomarchowskiego dworu, czym została zbyt wyróżniona. Jednak dumnie unosiła głowę, podkreślając swoją pozycję. Strojnie ubrana, chciała być zdecydowanie piękniejsza od Namefer.

Kiedy na horyzoncie pojawiły się pierwsze statki z królewskiego orszaku, tłum poddanych zaczął wznosić radosne, powitalne okrzyki. Prace na placach budowy ustały, żaden kij nie spadł na plecy robotnika czy niewolnika. Wszystko co żyło na tej ziemi, czciło przybycie pana Trzech Ziem. Gdy łodzie się zbliżyły, ludzie zaczęli rzucać kwiaty. W krótkiej chwili zrobiło się ich tak gęsto, że miejscami nie było spod nich widać tafli wody. Niektórzy chłopi sami wskakiwali do świętego Raalu, by dopłynąć do złotej barki i dotknąć świętej łodzi niosącej ich pana. Już samo dotknięcie łodzi było błogosławieństwem i wlewało na ich głowy łaski żywego boga. Krokodyli i hipopotamów nie trzeba było się obawiać – zwierzęta uciekły, spłoszone hałasem.

Barka z parą królewską przybiła do brzegu. Tłum krzyczał na cześć króla. Zachowując kamienną twarz władca zszedł po trapie przed zgromadzonych dostojników. Faraon przesunął wzrokiem po zgromadzonych. Chłopi i zwykli mieszczanie padli na twarze, dostojnicy głęboko skłonili się.

Nomarcha wraz z Pierwszą Małżonką podszedł do króla i cała trójka pokłoniła się głęboko.

– Światło boskiej mocy zstąpiło na te ziemie wraz z waszym przybyciem o najwyższy z władców – powitał króla Inefres.

– Bogowie zawsze łaskawie spoglądają na przestrzegające ich praw dzieci. A ty musisz być prawym człowiekiem, gdyż z mej barki widziałem krainę bogatą i dobrze gospodarzoną.

Pochwała była widocznym znakiem aprobaty dla działań nomarchy i publicznym oświadczeniem dworu, że dom Inefresa cieszy się szczególną łaską władcy. Inefres ponownie pokłonił się i usunął na bok, by uczynić miejsce dla królewskiej pary. Podprowadzono rydwan, do którego wsiadł król wraz z małżonką. Słudzy przy pyskach poprowadzili konie, niewolnicy nieśli zdobne parasole i wachlarze, a za rydwanem uformował się orszak, złożony z przybyłych z władcą dostojników dworu królewskiego oraz dostojników z Taset. Nad wszystkim czuwali mistrzowie protokołu.

Król udał się do świątyni, gdzie czwartą część dnia spędził na modłach. Odnawiał swe siły duchowe, więź z bogami i przodkami, którzy przed nim zasiedli na tronie Engaris i poprzez swoją osobę wlewał boskie światło niebiańskich rodziców w mury tej budowli. Kapłani obmyli stopy władcy i wprowadzili do tajemnej części świątyni, gdzie dostęp miał tylko król i najwyżsi arcykapłani. W środku dokonali namaszczenia posągów bóstw i oddali się medytacji. Pozostali na zewnętrznym dziedzińcu świątyni, cierpliwie oczekując pana Trzech Ziem.

Przed południem władca Engaris, odnowiony boską siłą życiową, ukazał się poddanym i jako żywy bóg pobłogosławił zgromadzonych. Już sama jego bliskość była błogosławieństwem. Namefer czuła wyraźnie, jak energia niebios przenika jej ciało. W jej oczach w tym momencie faraon był bogiem przybranym w cielesną powłokę, by rządzić swymi dziećmi mądrze i zgodnie z boskim prawem. Był boskim pierwiastkiem wprowadzającym ład w życie ludzi. Jego brak oznaczał zagaszenie światła i zagładę życia. Dlatego sam pomysł zamachu na króla był wykroczeniem nie tylko przeciwko dynastii i racji stanu, ale przeciwko boskiemu prawu, wszelkiemu stworzeniu i ładowi.

Po ceremonii błogosławieństwa król-bóg udał się do nomarchowskiego pałacu na obiad i rozmowę z Inefresem. Mimo tego, co widział płynąc do Taset, król chciał znać stan ziem pozostających pod władaniem męża Namefer. Posiłek podano w sali przyjęć, wspaniale udekorowanej malowidłami przedstawiającymi sceny uczt i o podłodze wyłożonej kolorową mozaiką, z wyobrażeniem stawu i polowania na dzikie ptactwo przy pomocy wyszkolonych do tego kotów. Na obiad zaproszono około stu pięćdziesięciu osób. Między proszonymi znalazła się także Neftah, jednak nie jako córka królewska, ale jako żona Wielkiego Nadzorcy budowy kanałów. Poproszono jej męża, ją dodając jako osobę towarzyszącą. Księżniczka siedziała daleko od swego boskiego rodzica, prawie nie jadła, wydawała się przygnębiona. Namefer bardzo dyskretnie, ale uważnie ją obserwowała. Nie musiała zbytnio zabawiać Wielkiej Małżonki królewskiej, gdyż sama Safeje dbała o to, chcąc jednocześnie zaskarbić sobie jej łaski. Pierwsza żona nomarchy usilnie usiłowała dobrze wypaść i całkowicie odwrócić uwagę królewskiej żony od Namefer. Jednak od czasu do czasu jej dostojność, boska pani Semetiri, będąca poślubiona jako druga, lecz z powodu jej rozwagi i mądrości wywyższona do rangi Wielkiej Małżonki Królewskiej, uprzejmie zwracała się do Namefer, wyraźnie znajdując przyjemność jej towarzystwa. Te momenty niezmiernie irytowały Safeje.

Uczta trwała już dłuższy czas, kiedy siedzący obok dostojnego Inefresa król wstał i razem z nomarchą udał się do biura pana nomesu. Po chwili do Namefer podszedł pisarz, jeden z pomocników sekretarza Inefresa, i kazał kobiecie podążyć za sobą. Usłuchała polecenia. Królowa także wstała i poszła za nomarchinią. Safeje była bardzo niezadowolona z takiego obrotu sprawy, gniewnym wzrokiem odprowadzała drugą żonę swego męża.

W biurze Inefresa na wygodnym krześle siedział faraon, obok stał pan Hefeosis, królewski mag, sekretarz Inefresa pan Penameh i osobisty strażnik królewski. Wielka Małżonka Królewska podeszła do króla i stanęła za jego krzesłem, nieco z boku po prawej stronie.

Po wejściu do komnaty Namefer zbliżyła się do króla, po czym padła na twarz.

– Powstań, pani Namefer – nakazał władca.

Kobieta wstała, nie śmiejąc podnieść na władcę wzroku.

– Więc to ta osoba jest przyczyną zmieszania – król zwrócił się do pana Hefeosisa.

– Tak, wasza wysokość.

Namefer poczuła, jak kurczy się w sobie. Czuła wzrok króla prześlizgujący się po własnej sylwetce. Miała wrażenie, że wzrok króla jest w stanie dostrzec jej duszę. Obawiała się też, że czeka ją kara za oczernienie królewskiej rodziny... niezależnie od tego, jaka była prawda. Dla racji stanu można było poświęcić wiele...

– Dowody? – spytał król.

Pan Hefeosis wręczył władcy papirus z imieniem Nemose-Rameseta i zaproszenie, które Neftah przysłała do Namefer. Już wcześniej otrzymał raport ze śledztwa Psenesa i Namefer oraz kwity wydania bel materiału ze składów świątynnych. Rameset wziął oba dokumenty i spoglądając na nie dłuższy czas, w duchu rozważał wagę tego, co ze sobą niosły. W końcu wstał i wolno obszedł dookoła zdrętwiałą ze strachu i szacunku Namefer, nadal się namyślając.

– Jadąc tutaj – odezwał się poważnym głosem – gorąco modliłem się do mego wiecznie żywego ojca i boskiego stwórcy Ulsego, by to wszystko okazało się tylko wielkim nieporozumieniem, pomyłką w interpretacji faktów. Ale okazało się prawdą. Ciemne moce pozyskały duszę Neftah. Ulse poddał mą córkę próbie, a ona nie zdała egzaminu. To co uczyniła, jest najgorszym czynem, jakiego mogła się dopuścić. Na jej słowa powstały istoty ohydne bogom, choć my, dzieci bogów światłości, mamy ich nakaz walczyć ze złem za wszelką cenę. Krew niewinnych plami ręce Neftah, które unurzać chciała jeszcze we krwi własnej rodziny.

Przerwał na moment.

– Za planowanie tak potwornej zbrodni jest tylko jedna kara. Ale w państwie prawa o winie i karze decydują sędziowie. Neftah oddana zostanie pod sąd namiestnikowski. Panie Inefres – zwrócił się do nomarchy – z mego rozkazu aresztujesz Neftah dzisiejszego wieczoru.

Inefres bez słowa skłonił się przed władcą.

Król ponownie spojrzał na Namefer.

– Nad wami, dostojna, jeszcze się zastanowię.

Kobieta omal nie zemdlała, z trudem panując, by ustać na nogach. Król gestem nakazał wszystkim odejść. Namefer z ciężkim sercem powracała na ucztę. Sprawiła królowi ból i spodziewała się kary. Winą jej było, że dostrzegła skazę na wizerunku całej rodziny władcy i ośmieliła się wskazać tę skazę. A rodzina boga żywego musiała być idealna, osoba dostrzegająca jej wady była niebezpieczna. Ale Namefer nie wolno było milczeć. Śmierć króla mogła doprowadzić do wojny domowej. Lepsza zatem niedola jednej osoby niż tragedia całego kraju.

Usiadła na swoim miejscu obok królowej. Starała się ukryć swoje obawy i zachowywać normalnie, ale jej myśli ciągle gdzieś ulatywały. Chwilami siedziała z oczami wbitymi w stół, zapominając, że patrzą na nią obecni elity miasta. W pewnym momencie poczuła łagodne dotknięcie na swoim ramieniu. Odwróciła się. Pani Semetiri łagodnie się do niej uśmiechała.

– Niech bogowie odegnają twe troski, dostojna Namefer. Wszystko będzie dobrze.

Przyjęcie dobiegło końca. Król nie powrócił do biesiadujących, tylko po krótkim odpoczynku w ogrodach wewnętrznych udał się do kancelarii Inefresa, gdzie przyjął raport o stanie nomesu. Potem przyjmował interesantów. Królowa udała się na inspekcję warsztatów w towarzystwie dam dworu i Safeje, pod strażą najlepszych ludzi faraona. Pierwsza małżonka Inefresa triumfowała. Została wyróżniona zaszczytem towarzyszenia Wielkiej Małżonce Królewskiej, podczas gdy jej rywalka – nie.

Namefer z głową pełną nienajweselszych myśli udała się do swoich komnat. Jej świat się walił. Król był na nią zagniewany, opodal w jej komnacie konał jej przyjaciel. Westchnęła i udała się do Faozisa. Uznała, że modlitwa ukoi jej duszę. Przyłączyła się do czuwających u łoża rannego kapłanów.

Zbliżał się wieczór, kiedy od strony ogrodu dobiegły ją krzyki. Wszyscy poderwali się z podłogi.

– Coś niedobrego dzieje się w ogrodach – powiedział jeden z kapłanów czuwających przy rannym, bardziej do siebie niż do pozostałych.

– Zostańcie tu i nie przerywajcie modłów. Tu wam nic nie grozi – powiedziała.

Wyszła do ogrodów. Ponownie usłyszała krzyk. Piaskową alejką pędem rzuciła się w kierunku jego źródła. Powoli zaczęły do niej docierać inne niepokojące odgłosy. Słyszała głuche uderzenia padających ciał, krzyki nawołujących się ludzi, metaliczne uderzenia broni i dziwne trzaski przypominające cichą burzę, którą kiedyś przeżyła nad Morzem Gamenerskim. Drąc o krzaki suknię, przybiegła do pałacowego stawu, gdzie zwykle pływała dla odprężenia. Widok jaki tam zastała, sprawił, że zamarła. Dwa latawce z furią atakowały żołnierzy z osobistej straży samego władcy. Trzech magów, cechowych uczniów maga pałacowego Tesemera, zaklęciami i amuletami próbowało osłabić demony, by żołnierze mogli do nich doskoczyć na odpowiednią odległość i pokrytymi pismem runicznym elfów mieczami zabić lub chociaż ranić potwory. Dwóch innych szyło do demonów ze strzał, ale te, przygotowane na taką obronę, zręcznie unikały pocisków i ostrzy mieczy. W pewnym momencie jeden z demonów pochwycił żołnierza, uniósł w górę i w powietrzu rozdarł na strzępy, jednocześnie wysysając jego energię życiową. Nieszczęśnik nawet nie zdążył krzyknąć. Jego nadpalone i wydzielające nieprzyjemny zapach szczątki demon odrzucił daleko od siebie, w stronę stojącej jak kamienny posąg Namefer. Wzmocniony życiową energią ofiary demon rozbłysnął na moment niczym woda w blasku księżyca i ze zdwojoną siłą rzucił się na broniących dostępu do sali audiencyjnej i komnat Inefresa. Dworzanie i interesanci już dawno rozbiegli się w popłochu. Kilka ciał leżących w ogrodzie należało do sług i przypadkowych uczestników uczty, których demony dopadły po wydostaniu się ze swoich kryjówek. W ten sposób uzupełniły zapasy swojej życiowej energii, mocno nadszarpniętej po zamknięciu w ciemnych dzbanach, przygotowując się do walki. Były jak lwy w stadzie kóz. Ich uczta trwała, oznaczając rzeź ludzkich istnień. Namefer w głębi ogrodu za stawem dostrzegła dwie stojące i spokojnie obserwujące postacie. Przyjrzała się uważniej. Byli to Neftah i Kenemah. Królewska córka z całkowitym spokojem i kamienną twarzą przyglądała się rozgrywającemu się dramatowi. Nie obchodziło ją cierpienie ofiar i śmierć niczemu niewinnych ludzi. Za to Kenemah zachowywał się zupełnie inaczej. Gestykulował dynamicznie dłońmi, a z wiszącego na jego piersi medalionu, pokrytego identycznymi znakami, jakie widniały na dzbanach, wydobywał się pomarańczowy blask. Powietrze wokół mężczyzny zgęstniało i wyglądał, jakby stał w otoczce z wody. Przeciwstawiał on swoją energię sile trzech magów. Z pewnością nie był jednym z mistrzów, ale dysponował ogromną mocą. Demony siały coraz większe spustoszenie wśród szeregów żołnierzy faraona. Jeden z latawców zaatakował łuczników. Nie mieli przy sobie mieczy, a w bezpośrednim starciu z upiorem powietrza łuki okazały się być nieprzydatnymi. Demon błyskawicznie sobie z nimi poradził, rozrzucając ich szczątki wokół. Siły króla coraz bardziej słabły.

– Neftah! – Namefer krzyknęła do królewskiej córki. – Neftah! Nie uda ci się! Dwór już wie o spisku!

Córka Rameseta, jakby obudziła się z letargu. Ze złością popatrzyła na żonę namiestnika, wyciągając dłoń w jej kierunku.

– Nie wtrącaj się Namefer! Twój umysł nie jest w stanie ogarnąć mego planu! Niedługo mnie oddawać będziesz pokłony.

Namefer szybko podeszła do księżniczki.

– Neftah. Twój plan jest już znany – starała się przemawiać łagodnie. – Popełnianie kolejnych zbrodni nic ci nie da.

Grymas złości wykrzywił normalnie całkiem przyjemną twarz królewskiej córki. Odepchnęła od siebie żonę namiestnika.

– Król niedługo umrze. A wówczas ja stanowić będę prawo!

– Nie masz ludzi na dworze. Nie zdobędziesz tronu.

Neftah zacisnęła pięści i gwałtownie zwróciła się ku drugiej żonie namiestnika.

– Głupia, malutka kobieto! – zasyczała niczym żmija. – Czy myślisz, że jestem nieprzygotowana na przejęcie tronu? Od dawna się do tego przysposabiam. A takie robaki jak ty, swymi stopami wdeptuję w ziemię, jak bydło perz swymi racicami.

Wyszarpnęła tkwiący za pasem nóż i patrząc Namefer w oczy zbliżyła się do niej. Żona nomarchy poczuła wzbierające w niej emocje, lecz na zewnątrz starała się zachować spokój i nakłonić księżniczkę do rozwagi.

– Drogi spisku zostały rozpoznane Neftah i odpowiednie władze powiadomione o nim. Nawet po dokonaniu zbrodni, będzie ci ona udowodniona. Nie zatuszujesz jej, nawet po przejęciu władzy. Dwór zada pytania, a ty nie będziesz mogła na nie wiarygodnie odpowiedzieć. Wiemy, że do spółki z mężem okradałaś najpierw skarbiec nomarchy, a później skarbiec świątynny. Twoje nielegalne fundusze zostały już zablokowane, a poplecznicy aresztowani. W tej chwili królewskie służby wyłapują ludzi Kenemaha. Tym samym jest to koniec twego snu o władzy, Neftah!

Księżniczka chyba nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Była pewna, że wszystko ma pod kontrolą. Jej buta i duma sprawiały, że wierzyła w swoją nieomylność. Myślała, że wyprowadza służby ojca w pole i tron był już w zasięgu ręki. Słodki smak zemsty słodką falą rozlewał się po jej ciele.

– Kłamiesz Namefer – powiedziała nieco niepewnym głosem.

– To prawda Neftah – odparła żona nomarchy. – Od dawna już śledzimy twoje kroki. Znamy nawet zamiar pozbycia się pana Hefeosisa, którego mamiłaś wizją tronu.

Neftah wyglądała, jakby dostała obuchem w głowę.

– Ale... skąd…? – bąknęła.

– Obserwowałam cię Neftah. Twój plan to zagrożenie dla Engaris, dla boskiego porządku.

Księżniczka zmarszczyła brwi.

– Ty? Ty mnie wydałaś…? – powoli zaskoczenie widoczne na obliczu królewskiej córki ustąpiło miejsca wściekłości. – Za nic mam Engaris i jego ludzi! To tylko psy, które mają szczekać na moją komendę! Ja jestem córką boga! – krzyczała – Ja powinnam być panią życia i śmierci! Reszta to bydło! Ty jesteś bydłem i jak bydło cię zaszlachtuję!

cdn.